Aktion gegen Universitäts-Professoren – tak nazywała się niemiecka akcja specjalna wymierzona w polskich uczonych, która do historii przeszła jako tzw. Sonderaktion Krakau. Jej początek to 6 listopada 1939 roku, gdy w Krakowie podstępnie aresztowano podnad 180 uczonych przede wszystkim Uniwersytetu Jagiellońskego oraz Akademii Górniczej. Po kilku dniach pociągiem skierowano ich do III Rzeszy. Ich droga wiodła przez znajdujący się wówczas na wschodnich rubieżach Rzeszy Breslau.
Dla krakowskich uczonych – wiele la później nazwanych Profesorami Krakowskimi, przez analogię Profesorów Lwowskich zamordowanych we Lwowie w lipcu 1941 roku – pobyt w Breslau okazał się być tylko krótkim przystankiem na trasie do KL Sachsenhausen. Warto jednak pamiętać, że w życiorysach ofiar zarówno przedwojenny Wrocław, jak i powojenny Wrocław pojawia się jednak jeszcze w innym charakterze. O krakowskich uczonych od wielu lat pamięta także wrocławskie środowisko akademickie, które każdego roku, m.in. 15 listopada, czyli w dniu Święta Nauki Wrocławskiej, oddaje im hołd pod dwiema tablicami umieszczonymi na murach więzień, w których byli przetrzymywani. Dokładnie w 85. rocznicę rozpoczęcia tzw. Sonderaktion Krakau, czyli 6 listopada 2024 roku, kwiaty pod tymi dwiema tablicami złożył dr hab. Kamil Dworaczek – dyrektor Oddziału IPN we Wrocławiu.
-
Obraz Mieczysława Wątorskiego przedstawiający wydarzenia z 6 listopada 1939 roku. Ze zbiorów Uniwersytetu Jagiellońskiego -
Obraz Mieczysława Wątorskiego przedstawiający wydarzenia z 6 listopada 1939 roku. Ze zbiorów Uniwersytetu Jagiellońskiego -
Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego – miejsce aresztowania krakowskich uczonych w ramach tzw. Sonderaktion Krakau. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe -
Dyrektor Oddziału IPN we Wrocławiu dr hab. Kamil Dworaczek przed tablicą Profesorów krakowskich na murze więzienia przy ul. Kleczkowskiej, 6 listopada 2024 roku. Fot. Maciej Parysek / IPN Wrocław -
Dyrektor Oddziału IPN we Wrocławiu dr hab. Kamil Dworaczek przed tablicą Profesorów krakowskich na murze aresztu śledczego przy ul. Sądowej, 6 listopada 2024 roku. Fot. Maciej Parysek / IPN Wrocław -
Kwiaty od Oddziału IPN we Wrocławiu, 6 listopada 2024 roku. Fot. Maciej Parysek / IPN Wrocław
PRZYSTANEK WROCŁAW – ROZMIESZCZENIE ARESZTOWANYCH
Wrocławski etap akcji specjalnej gestapo rozpoczął się dla grupy 173 osób na Dworcu Głównym 10 listopada 1939 roku około godziny 3.00 nad ranem i trwał niemal trzy tygodnie, do 27 listopada 1939 roku. Po dwugodzinnym pobycie w opróżnionej z pasażerów dworcowej restauracji, aresztowanych podzielono na grupy i rozwieziono do wrocławskich więzień: około 100 uczonych trafiło do Untersuchungsgefängnis przy Freiburgerstrasse (obecnie Areszt Śledczy przy ul. Świebodzkiej 1), i około 70 do Strafgefängnis Breslau przy Kletschkauerstrasse 31 (więzienie karne, tak zwane celkowe; obecnie Zakład Karny nr 1 przy ul. Kleczkowskiej 35), pięć osób zatrzymano w areszcie przy Prezydium Policji (Polizeigefängnis, obecnie Komenda Wojewódzka Policji) przy Schweidnitzer Stadtgraben (obecniePodwale), skąd po kilku dniach trafili do więzienia karnego.
Głównym źródłem przy opisie wrocławskiego etapu aresztowania krakowskich uczonych pozostają kartki i listy (cenzurowane i często nieopublikowane) wysyłane z wrocławskich więzień oraz wspomnienia i relacje profesorów. Pomocniczo posiłkować się można relacjami dotyczącymi uczonych zmarłych podczas wojny, a sporządzonymi przez członków rodzin i współpracowników oraz innymi źródłami materialnymi pisanymi (autografy i notatki złożone przez profesorów na książce Jana Włodka, rysunki cel wykonane przez Władysława Semkowicza i Tadeusza Estreichera, kartka z kalendarza prof. Michała Siedleckiego, podpisy profesorów przebywających 27 listopada 1939 w celi 306 Untersuchungsgefängnis przy Freiburgerstrasse). W zasobie archiwalnym Zakładu Karnego nr 1 we Wrocławiu oraz Archiwum Państwowego we Wrocławiu nie ma, niestety, dokumentacji wytworzonej przez niemiecką administrację obu wrocławskich więzień w związku z pobytem krakowskich uczonych w Breslau. Może to wynikać zarówno z etapowego, krótkiego pobytu aresztowanych we Wrocławiu (dokumentacja indywidualna aresztowanych), jak i z faktu ewakuowania pod koniec stycznia 1945 nie tylko części więźniów, ale również dokumentacji administracyjnej więzienia, np. akta więzienia karnego (Strafgefängnis Breslau) w związku z oblężeniem miasta przez wojska sowieckie 1 Frontu Ukraińskiego wywiezione zostały do więzienia w Zwickau.
Przywołane powyżej relacje i wspomnienia koncentrują się raczej na wydarzeniach związanych z aresztowaniem uczonych, na trudach życia obozowego oraz na losach po powrocie do Krakowa, a nie na „pobycie we wrocławskim więzieniu”. Owo zdanie bywa niejednokrotnie całym komentarzem do tego etapu aresztowania. Tym niemniej z relacji wynika, iż osadzonym w więzieniu celkowym Strafgefängnis Breslau przy Kletschkauerstrasse najbardziej dokuczała samotność, zaś przebywającym w celach wieloosobowych w Untersuchungsgefängnis (więzieniu śledczym) przy Freiburgerstrasse – brak prywatności podczas korzystania z toalety, wszystkim aresztowanym doskwierał zaś brak wiedzy co do dalszych losów. Tadeusz Milewski, wspominając swój pobyt w więzieniu przy Kletschkauerstrasse pisał:
Znalazłem się sam jeden w celi, ku mojemu przerażeniu w zupełnej samotności. Byłem tak przerażony […]. Z prawdziwą ulgą przyjąłem wyjazd, choć szybko zorientowałem się, że nie jedziemy do Krakowa, lecz w głąb Rzeszy. Wszystko zniosę, byle nie być samemu!
Ograniczona liczba źródeł utrudnia ustalenie, do których więzień przewiezieni zostali poszczególni uczeni. Dla pobytu w Krakowie dysponujemy listą sporządzoną przez prof. Władysława Konopczyńskiego, wiemy też, w których barakach uczeni przebywali w KL Sachsenhausen i KL Dachau, wciąż natomiast brakuje kompletnej listy przedstawiającej rozmieszczenie uczonych w więzieniach wrocławskich. Na podstawie relacji innych współosadzonych można ustalić, którzy uczeni znajdowali się w areszcie śledczym przy obecnej ul. Świebodzkiej, charakteryzującym się celami wieloosobowymi. W literaturze przedmiotu pojawiają się informacje o przebywaniu księży w więzieniu karnym (celkowym), natomiast z relacji wynika, że dwóch duchownych osadzonych było w więzieniu śledczym. W wyniku przeprowadzonej kwerendy dotychczas udało się ustalić rozmieszczenie jedynie części uczonych aresztowanych w ramach tzw. Sonderaktion Krakau – niespełna 30 z około 70 osadzonych w więzieniu karnym oraz 55 z około 100 umieszczonych w areszcie śledczym.
W relacjach niektórych aresztowanych znajdują się błędne informacje na temat nazwy więzienia lub ulicy, przy jakiej się ono znajdowało. Przykładowo: Seweryn Hammer podaje, że przebywał w Zuchthausie (więzienie karne), niedaleko za miastem (Freiburgerstrasse), każdy w osobnej, sąsiadującej celi, podczas gdy Freiburgerstrasse już wówczas znajdowała się w centrum miasta, tuż przy pałacu królewskim, w rejonie tzw. forum królewskiego. Ten sam autor umieścił Leona Sternbacha w urzędzie śledczym (Strafgefängnis) przy Kleczkauerstrasse, gdzie było lepsze wyżywienie, osadzonych przyjmował lekarz więzienny, a cele były 3–4-osobowe. To opis wskazujący na areszt śledczy przy Freiburgerstrasse, czyli przy obecnej ul. Świebodzkiej. Ponadto wiadomo, że około 20 listopada prof. Leon Sternbach umieszczony został w szpitalu więziennym, a wiadomość o tym rozeszła się wśród więźniów przebywających na Freiburgerstrasse.
Strafgefängnis Breslau przy Kletschkauerstrasse było więzieniem karnym, tzw. celkowym, zlokalizowanym na ówczesnych obrzeżach miasta. Więzienie wzniesiono w latach 1889–1895 (1898) według planów Maxa Lebena i Heinricha Butza. Placówka obejmowała m.in. budynek na planie krzyża przeznaczony dla mężczyzn, budynek na planie litery Y dla kobiet (w okresie od 22 lipca 1917 do 9 listopada 1918 roku przebywała w nim Róża Luksemburg), dobudowany w czasie I wojny światowej budynek lazaretu oraz budynki administracyjne i gospodarcze. Od 1936 roku funkcję dyrektora pełnił Paul Klinner, zastępcą był Johann Friedrich Moeltgen. Stały personel więzienia składał się z 30–40 osób. Od 28 grudnia 1936 ten samodzielny zakład egzekucyjny wyznaczony został rozporządzeniem ministra sprawiedliwości III Rzeszy do wykonywania wyroków śmierci przede wszystkim poprzez zgilotynowanie. W okresie II wojny światowej na terenie placówki ginęli członkowie ruchu oporu, partyzanci i działacze organizacji antyhitlerowskich z całej Europy, przede wszystkim Czesi, Słowacy oraz Polacy, a także Niemcy, Francuzi, Rosjanie, Austriacy, Włosi, Hiszpanie i Jugosłowianie. Dla wielu osób – tak jak dla ofiar tzw. Sonderaktion Krakau – więzienie to było ostatnim przystankiem przed przewiezieniem do obozów koncentracyjnych.
Budynek więzienny już samym swoim wyglądem i rozmachem, z jakim został wzniesiony, wzbudzał strach i respekt osadzonych. Profesor Władysław Konopczyński wspominał m.in. bramę ogromnego więzienia z czerwonej cegły:
Brama się rozchyla…. Miny srogie, ruchy i akcenty ostre, ale już bez Erschiessen-Motivu (motyw rozstrzelania) – bo też wyższość muru, twardość krat i zamków wyklucza tu wszelką myśl o ucieczce. [...] po czym tak jak staliśmy, w dolnym korytarzu, każdy ze swym dobytkiem, zostaliśmy odprowadzeni pod wyznaczone numery do cel pojedynczych. Kolejno zatrzaskują się żelazne drzwi za każdym – jesteśmy w celkowym więzieniu [...]. Cela moja nr 479 (pamiętaj: bitwa pod Platejami): długości 3,8 metra, szerokości 2,15, wysokości około trzech. Okno bez skrzynki, ale z szybą karbowaną: wspiąwszy się wyżej, można przez górną szybę dostrzec u dołu mur, za nim tor tramwajowy, dalekie drzewa i domy. Łóżko z siennikiem i parą koców, nad nim szafka wisząca (Spind) (szafa na ubrania); stolik i stołek, w kącie kubeł na sedesie (sic!) i dzbanek, na kuble miednica; ścierka i zmiotka. Ogrzewanie centralne przez rury. Kubek, miska, łyżka – ale brak noża. Spis inwentarza przewiduje jeszcze różne inne rzeczy, ale tych nie podobna się będzie doprosić.
Na podstawie relacji prof. Władysława Konopczyńskiego można przypuszczać, że uczeni, odbywając spacer raz dziennie przez 30 minut (według innych źródeł 45 minut lub godzina), mieli jednak kontakt z szerszym gronem aresztowanych krakowian.
Po obiedzie obowiązywał wszystkich Spaziergang (spacer) tzw. Freistunde (czas wolny): wyprowadzano wtedy osobno grupę 80 krakowian na podwórze, gdzie pod okiem (i pod krzykiem) oberwachmistrzów, sznurkiem, szybkim krokiem maszerowali, milcząc lub ukradkiem półgłosem rozmawiając. Starsi i chorzy mogli się przechadzać po środku także sznurkiem, ale w dowolnym tempie. Z początku przychodził patrzeć na tę promenadę dyrektor więzienia, stary, suchy pan, z razu szorstki, potem zaczął zdaje się rozumieć, z kim ma do czynienia, ten nam wyjaśnił pokrótce, że jesteśmy w więzieniu tylko chwilowo...
Potwierdzeniem tych słów jest relacja prof. Kazimierza Stołyhwy:
Aczkolwiek obchodzenie się z nami i warunki egzystencji w więzieniu wrocławskim nie były najgorsze, w porównaniu z tym, czego mieliśmy doświadczyć później, to jednak samotność ciążyła niezmiernie wielu spośród nas. Wolno nam było spacerować tylko pół godziny dziennie po podwórzu więziennym, w odległości metra jeden od drugiego i nie wolno było rozmawiać, a więc tylko ukradkiem mogliśmy porozumiewać się z sobą.
W Strafgefängnis, mogącym na początku wojny pomieścić 780 osób, więźniowie przebywali w pojedynczych celach i – jak wynika z relacji – uczeni rozmieszczeni zostali na różnych piętrach, niekiedy w sąsiadujących ze sobą celach, np. na trzecim piętrze osadzono obok siebie Seweryna Hammera i Mieczysława Brożka, na tym samym piętrze przebywał również dr Stefan Harassek, natomiast Kazimierz Stołyhwo i Władysław Konopczyński zajmowali cele na czwartym piętrze, celę numer 1 na parterze – prawdopodobnie przeznaczoną dla skazanych na karę śmierci, zajmował Bogdan Kamieński, w celach o numerach 34–38 osadzeni byli kolejno: Kazimierz Majewski, Michał Siedlecki, rektor Tadeusz Lehr-Spławiński, Jan Włodek i Jan Dąbrowski, w celi 161 lub 106 przebywał Mieczysław Małecki.
Osadzeni w więzieniu karnym widywali się jedynie na spacerach, na których obowiązywał zakaz prowadzenia rozmów i kontaktów, natomiast według przekazu Konopczyńskiego nie korzystali z kaplicy więziennej, urządzonej również z podziałem na celki. Z owego celkowego rozmieszczenia aresztowanych wynika również charakter nielicznych relacji spisanych przez przebywających w więzieniu karnym. Skupiają się na osobistych przeżyciach, sposobach radzenia sobie z samotnością, czasem obserwacji rytmu dnia i opisie wyglądu cel, współaresztowani pojawiają się w nich sporadycznie.
Więzienie śledcze przy obecnej ul. Świebodzkiej dysponowało na początku drugiej wojny światowej 566 miejscami. Wybudowane z rozmachem w stylu neogotyckim z czerwonej cegły w latach 1845–1852, według planów radcy budowlanego Karola Ferdinanda Busse, rozbudowane zostało w latach 1881–1887 pod nadzorem Oskara Knorra. W 1930 roku stare skrzydło przy obecnej ul. Sądowej zastąpiono nowym. W skład ograniczonego ulicami Świebodzką i Sądową, placem Muzealnym oraz Podwalem kompleksu budynków, oprócz obiektów więziennych, wchodziły również gmachy należące do sądu i policji. Centralny punkt założenia stanowi ośmioboczna hala nakryta szklaną kopułą, w której zbiegają się ramiona krzyża greckiego. Konstrukcja tego typu, inspirowana ideą więzienia-panoptikonu, pozwalała na wgląd do każdego z czterokondygnacyjnych skrzydeł, umożliwiając tym samym pełniejszą kontrolę nad więźniami. W trzech skrzydłach wewnętrzna konstrukcja oparta została o system ażurowych schodów i galerii, z których wchodziło się do poszczególnych cel. Jedynie w skrzydle B korytarze więzienia dzieliły się na odrębne piętra. Andrzej Bolewski odnotował:
Na każdym piętrze siedział uzbrojony strażnik, który pod ręką miał wszystkie wyjścia z cel oraz jedyny zespół schodów. Na poszczególnych piętrach przebywali dozorcy, uzbrojeni w staroświeckie szable, którzy regulowali sprawy życiowe więźniów.
Krakowskich uczonych osadzonych w tym więzieniu rozmieszczono w celach wieloosobowych, np. cela prof. Andrzeja Bolewskiego (B-26) wygladała następująco:
Budowana dla trzech więźniów, została zagęszczona w ten sposób, że ustawiono w niej trzy łóżka piętrowe oraz dodano cztery komplety materaców, które na noc rozwijano na podłodze, a na dzień wścielano w łóżka.
WROCŁAW W ŻYCIORYSACH KRAKOWSKICH UCZONYCH
Gdy mówi się o związkach ofiar Sonderaktion Krakau z przedwojennym Wrocławiem, to najczęściej wymieniany jest zmarły 19 stycznia 1940 w KL Sachsenhausen na zapalenie płuc prof. Ignacy Chrzanowski (1866–1940), historyk literatury. Chrzanowski studia filologiczne odbył m.in. na Królewskim Uniwersytecie we Wrocławiu (wówczas Königliche Universität zu Breslau – Universitas litterarum Vratislaviensis), gdzie w latach 1890–1891 chodził na zajęcia wybitnego językoznawcy i historyka, badacza języków słowiańskich, prof. Władysława Nehringa (1830–1909), który w okresie przed II wojną światową był jedynym Polakiem pełniącym funkcję rektora tej uczelni (1893/1894). To właśnie Chrzanowski uznawany jest za najwybitniejszego i najsłynniejszego ucznia Nehringa – swojego nauczyciela określał mianem apostoła lub kapłana czystej nauki i wskrzesiciela slawistyki. W pierwszych miesiącach polskiej administracji w powojennym Wrocławiu obaj wielcy uczeni zostali patronami wrocławskich ulic: Ignacy Chrzanowski już 19 października 1945 roku, a Władysław Nehring – 20 grudnia 1945 roku. W listopadzie 1939 roku prof. Chrzanowski przetrzymywany był w celi numer 306 w areszcie śledczym. W celi tej wygłosił pogadankę trwającą, jak wspomina prof. Jan Gwiazdomorski, trzy czy cztery wieczory, a potem kilka popołudni. Gwiazdomorski pisał:
Chrzanowski wplótł w opowieść swojego życia w sposób niesłychanie barwny szereg wspomnień o Sienkiewiczu, Prusie, Żeromskim, Reymoncie, podał nam przebieg i znaczenie strajku szkolnego, scharakteryzował całe życie literackie Warszawy na przełomie XIX i XX wieku. Zakończył akordem osobistym. Stwierdził mianowicie, że życie jego przeszło szczęśliwie, a zamknął swe opowiadanie podziękowaniem i jeszcze jednym wyznaniem swych uczuć pod adresem tej, która przez długie lata była mu najwierniejszą towarzyszką życia. Szkoda, że tych wzruszających słów, choć wygłoszonych wobec nas, ale dla niej przeznaczonych, nie było jej danym słyszeć.
Wrocławski epizod studencki miał też za sobą prof. Henryk Ferdynand Hoyer (1864–1947), uważany za twórcę polskiej szkoły anatomii porównawczej, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach 1929–1930, który studia medyczne odbył w latach 1886–1891 na trzech uniwersytetach: we Wrocławiu, Berlinie i Strasburgu. Nie wiadomo, w którym z wrocławskich więzień został osadzony w listopadzie 1939 roku. O nim oraz o prof. Chrzanowskim w swojej relacji z obozu wspomina prof. Kazimierz Stołyhwo:
Pamiętam, jak prof. Hoyer i ja na początku grudnia 1939 zjadaliśmy zaledwie kilka łyżek tej ohydnej strawy [zupy – przyp. KJ] i nie mogliśmy zrozumieć, w jaki sposób nasz najbliższy sąsiad przy stole, śp. prof. Ignacy Chrzanowski, mógł zjeść nie tylko swoją porcję, ale i resztki naszych. Szczególnie zaś dziwiło nas, że chwalił smak owych zup. Zrozumiałem to później, gdy wygłodniałem odpowiednio.
Nauki rolnicze na Wydziale Filozoficzno-Przyrodniczym Uniwersytetu we Wrocławiu studiował w latach 1903–1904 prof. Jan Włodek (1885–1940). Z czasów jego wrocławskich studiów zachowała się w archiwum rodzinnym fotografia wykonana w 1904 roku w zakładzie fotograficznym Hofphotograph przy Ohlauerstrasse 41 (obecna ul. Oławska). Po aresztowaniu i przewiezieniu do Breslau, znalazł się w grupie profesorów osadzonych w więzieniu karnym. Miał przy sobie książkę Samotnie przez lodowe pustynie, gdzie na stronie tytułowej swoje podpisy złożyli czytelnicy: Kazimierz Majewski – cela 34, Michał Siedlecki – cela 35, Tadeusz Lehr-Spławiński – cela 36, Jan Włodek – cela 37, oraz Jan Dąbrowski – cela 38.
Przez krótki czas z niemieckim Wrocławiem związanych było także dwóch spośród dziewięciu duchownych aresztowanych w ramach tzw. Sonderaktion Krakau. Ksiądz prof. Józef Kaczmarczyk (1871–1951), już po święceniach kapłańskich w 1894 roku i uzyskaniu doktoratu z teologii w 1899 roku, udał się na studia uzupełniające w zakresie biblistyki m.in. do Wrocławia, gdzie kształcił się na Wydziale Teologii Katolickiej, co ciekawe, funkcjonującym na Uniwersytecie we Wrocławiu od 1811 roku, równolegle do Wydziału Teologii Ewangelickiej. Według niektórych relacji w listopadzie 1939 roku, w przeciwieństwie do większości pozostałych księży, był przetrzymywany w dziesięcioosobowej celi aresztu śledczego przy Freiburgerstrasse (cela B-26).
Nieco później na tym samym wydziale studiował także ks. prof. Józef Archutowski (1879–1944), osadzony w areszcie śledczym w jednej celi z Henri L. Bernardem.
Roczny pobyt w niemieckim Wrocławiu miał za sobą także prof. Kazimierz Telesfor Kostanecki (1863–1940), zmarły w KL Sachsenhausen 11 stycznia 1940 – lekarz, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego (1913–1916) i wiceprezydent Krakowa (1914–1918). Po doktoracie uzyskanym w zakresie medycyny i chirurgii w roku akademickim 1890/1891 podjął pracę w Zakładzie Fizjologii na Wydziale Medycznym Uniwersytetu we Wrocławiu, gdzie był asystentem prof. Rudolfa Heidenhaina. Jak wynika z relacji współwięźniów, we Wrocławiu został osadzony w jednej z wieloosobowych cel więzienia przy obecnej ul. Świebodzkiej.
Od 1905 roku przez rok w laboratorium prof. Richarda Abegga na uniwersytecie we Wrocławiu pracował prof. Tadeusz Estreicher (1872–1952), chemik, który we wrocławskim laboratorium prowadził badania m.in. nad związkami talu. Być może w Breslau zostałby dłużej, gdyby nie zaproszenie z Fryburga do objęcia w charakterze profesora katedry chemii na tamtejszym uniwersytecie. Był jednym z osadzonych w celi numer 306 więzienia przy Freiburgerstrasse.
Związek z Wrocławiem mógł mieć przed II wojną światową jeszcze jeden uczony zatrzymany w ramach tzw. Sonderaktion Krakau – prof. Roman Dawidowski (1883–1952), inżynier górnictwa i hutnictwa, technolog ciepła i paliw, który w latach 1933–1939 pełnił obowiązki prorektora Akademii Górniczej w Krakowie. Program przyznanego mu na 1921 rok stypendium naukowego obejmował Wiedeń, Zurich oraz Wrocław, gdzie miał prowadzić badania w laboratorium koksowym Wyższej Szkoły Technicznej (Technische Hochschule zu Breslau). Wrocław nie został jednak wymieniony w sprawozdaniu z podróży naukowej, co nasuwa podejrzenie, że do tego miasta – z nieznanych przyczyn – mógł nie dotrzeć. W czasie pobytu we Wrocławiu przebywał w celi B-26 w areszcie śledczym.
Spośród tych, którzy przeżyli tzw. Sonderaktion Krakau i do Wrocławia trafili już po wojnie, najdłużej, bo aż 17 lat, ze stolicą Dolnego Śląska związany był prof. Józef Hano (1906–1997), lekarz farmakolog. Z obozu Sachsenhausen 4 marca 1940 roku trafił do KL Dachau, skąd zwolniono go dopiero 14 stycznia 1941 roku. Po powrocie do Krakowa wykładał w latach 1942–1944 na tajnym Oddziale Farmaceutycznym UJ, który współorganizował. W 1946 roku przeniósł się do Wrocławia, gdzie na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Wrocławskiego (UWr) kierował zorganizowanym przez siebie Zakładem Farmakologii. Po usamodzielnieniu się Akademii Medycznej w 1950 roku został jej prorektorem w pierwszych latach jej istnienia (1950–1953). Ponadto kierował Zakładem Farmakologii Doświadczalnej w Instytucie Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN we Wrocławiu, a równolegle wykładał w Krakowie, do którego powrócił na stałe w 1962 roku.
Blisko osiem lat we Wrocławiu przebywał prof. Jan Gwiazdomorski (1899–1977) – prawnik, znawca prawa spadkowego i rodzinnego, profesor UJ. Historię aresztowania, pobytu we Wrocławiu w areszcie śledczym, a także w obozie opisał w książce Wspomnienia z Sachsenhausen. Dzieje uwięzienia profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego 6 XI 1939 – 9 II 1940 (1945). W latach 1948–1956 wykładał na UWr i kierował Katedrą Prawa Cywilnego na Wydziale Prawno Administracyjnym (po zmianie nazwy w 1950 roku – Wydział Prawa). Tu współpracował blisko m.in. z profesorami Kamilem Stefką, Adamem Chełmońskim seniorem i Józefem Fiemą. To właśnie ten zespół – kierowany przez prof. Kamila Stefkę, który był świadom zmian zachodzących w życiu społeczno-ekonomicznym po II wojnie światowej i związków pomiędzy prawem cywilnym a prawem procesowym – kładł podwaliny pod współczesną wrocławską cywilistykę. Gwiazdomorski do Krakowa powrócił w 1956 roku, gdzie do czasu przejścia na emeryturę pracował na UJ. Za wkład w rozwój cywilistyki wrocławskiej nadano mu w 1976 roku tytuł doktora honoris causa UWr, o co Wydział Prawa i Administracji tej uczelni wnioskował już w 1970 roku. Uroczysta promocja odbyła się 14 maja 1977, a promotorem był bliski współpracownik z czasów wrocławskich, prof. Józef Fiema. Pół roku później prof. Gwiazdomorski zmarł.
Ze stolicą Dolnego Śląska związany był także prof. Józef Władysław Wolski (1910–2008), historyk, profesor UJ, nestor historyków starożytności w Polsce. W 1952 roku trafił na UWr, gdzie kierował zorganizowanym przez siebie Zakładem Historii Starożytnej w Katedrze Historii Powszechnej (1952–1956) oraz Katedrą Historii Starożytnej (1957–1958). W okresie wrocławskim aktywnie działał m.in. we Wrocławskim Towarzystwie Naukowym. W 1958 roku powrócił do Krakowa na UJ i pracował tam aż do przejścia na emeryturę w 1980 roku. Na wniosek Wydziału Nauk Historycznych i Pedagogicznych UWr otrzymał w 1993 roku tytuł doktora honoris causa UWr za wielki dorobek naukowy i osiągniętą pozycję w badaniach międzynarodowych oraz za zasługi dla rozwoju historii starożytnej w Polsce, przede wszystkim we Wrocławiu i Krakowie. Uroczysta promocja odbyła się 9 czerwca 1993, a promotorem był prof. Tadeusz Kotula. Profesor Józef Władysław Wolski zmarł w 2008 roku w wieku 98 lat, na miesiąc przed 69. rocznicą wydarzeń z 6 listopada 1939 roku. W ostatnich latach życia to on, jako ostatni żyjący uczestnik tzw.
Sonderaktion Krakau, odczytywał na tradycyjnych uniwersyteckich spotkaniach poświęconych temu wydarzeniu długą listę nazwisk wszystkich aresztowanych.
W gronie uwięzionych w ramach tzw. Sonderaktion Krakau krakowskich uczonych uhonorowanych po wojnie doktoratem honoris causa jednej z wrocławskich uczelni znajduje się również prof. Karol Starmach (1900–1988), botanik, hydrobiolog i ichtiolog. W 1987 roku – po wnioskach składanych dwukrotnie (w latach 1975 i 1986) przez Wydział Nauk Przyrodniczych UWr – przyznano mu tytuł doktora honoris causa UWr za wybitne osiągnięcia naukowe w zakresie botaniki, algologii, hydrobiologii i ichtiologii. Uroczysta promocja, pół roku przed śmiercią Karola Starmacha, odbyła się 13 listopada 1987, a promotorem był prof. Stefan Gumiński.
Dwóch uczonych związanych było z wrocławską Akademią Medyczną (obecny Uniwersytet Medyczny im. Piastów Śląskich). Uważany za twórcę polskiej szkoły hematologicznej lekarz internista prof. Tadeusz Tempka (1885–1974) w 1970 roku otrzymał tytuł doktora honoris causa tej uczelni, zaś w 1964 roku habilitował się na niej prof. Jerzy Drozdowski (1894–1970), lekarz stomatolog. W listopadzie 1939 roku Tadeusz Tempka przetrzymywany był w więzieniu śledczym, natomiast Jerzy Drozdowski – w więzieniu karnym.
Pomimo powołania w październiku 1945 roku na stanowisko profesora i kierownika II Kliniki Chorób Wewnętrznych na Wydziale Lekarskim UWr do Wrocławia nie przybył prof. Aleksander Oszacki (1883–1945), lekarz specjalista w dziedzinie chorób wewnętrznych. Po aresztowaniu 6 listopada 1939 roku we Wrocławiu przetrzymywany był w jednej z wieloosobowych cel (numer 300) aresztu śledczego. W przeniesieniu się do Wrocławia i objęciu funkcji powierzonej mu przez prof. Ludwika Hirszfelda, organizatora i dziekana Wydziału Lekarskiego, przeszkodziła mu nagła śmierć 20 listopada 1945. Ujęty był w planie wykładów i pierwszym składzie osobowym Uniwersytetu i Politechniki we Wrocławiu jako profesor nadzwyczajny na Wydziale Lekarskim, a 9 czerwca 1946 roku, podczas uroczystej inauguracji wrocławskich uczelni, wspominał o nim organizator i pierwszy rektor wrocławskich uczelni, prof. Stanisław Kulczyński, mówiąc:
Niestety ponieśliśmy już i bolesne straty przez śmierć trzech wybitnych profesorów: Ewy Pilatowej, Henryka Becka i Aleksandra Oszackiego, dwóch asystentów i kilkunastu rannych w akcji współpracowników.
W odmienny sposób z wrocławskim ośrodkiem naukowym związany był po wojnie prof. Andrzej Bolewski (1906–2002), mineralog i petrograf, historyk nauki, profesor Akademii Górniczej, przemianowanej w 1947 roku na Akademię Górniczo-Hutniczą. We Wrocławiu osadzony był w areszcie przy Freiburgerstrasse w celi B-26. Po powrocie do Krakowa zaangażował się w tajne nauczanie oraz zbieranie materiałów na temat przyszłych tzw. Ziem Odzyskanych, które miały przypaść Polsce po zakończeniu wojny. Szczególnie interesowały go dane dotyczące górno- i dolnośląskich surowców mineralnych i szlaków komunikacyjnych, głównie drogi wodnej po Odrze. To właśnie m.in. ze względu na te zainteresowania został uczestnikiem i doradcą polskich delegacji biorących udział, w konferencji w Poczdamie w 1945 roku, gdzie podczas negocjacji tzw. Wielkiej Trójki uczestniczył w pracach komisji zajmującej się wytyczeniem przyszłych zachodnich granic Polski. Był też doradcą naukowym Grupy Operacyjnej Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów i Ministerstwa Przemysłu „Dolny Śląsk” i jej pełnomocnikiem ds. organizacji administracji polskiej na Dolnym Śląsku.
Wrocław bardzo mocno zaznaczył się w życiorysie Lecha Haydukiewicza (1915–1949), absolwenta UJ, przedstawionego podczas listopadowego aresztowania jako asystent prof. Władysława Konopczyńskiego i wraz z nim zatrzymanego. Haydukiewicz podzielił los uczonych, przechodząc razem z nimi gehennę więzień oraz obozów koncentracyjnych. Zwolniony został dopiero 10 października 1940 roku, po czym zaangażował się m.in. w organizowanie tajnego nauczania w Krakowie. Był też członkiem władz okręgowych Stronnictwa Narodowego w Krakowie i działał w konspiracji. W grudniu 1946 roku został aresztowany przez UB. W procesie prezydium konspiracyjnego Zarządu Głównego Stronnictwa Narodowego 22 maja 1948 roku skazano go na 15 lat więzienia. Karę odbywał w więzieniach m.in. w Warszawie i we Wronkach, gdzie przez wiele miesięcy przebywał w lodowej celi, po czym przeniesiono go do Wrocławia. Tu przetrzymywany był zarówno w więzieniu przy ul. Kleczkowskiej, jak i w areszcie przy ul. Świebodzkiej, gdzie – podobnie jak inne osoby zaangażowane w działalność podziemia niepodległościowego – trafił na obserwację w oddziale psychiatrycznym. Choć istnieją sprzeczne doniesienia na temat miejsca jego śmierci, to jest wielce prawdopodobne, że stało się to w więzieniu przy ul. Kleczkowskiej na początku grudnia 1949 roku. Mając 34 lata, stał się ofiarą dwóch totalitaryzmów. Pochowany początkowo we Wrocławiu na cmentarzu Osobowickim, dzięki staraniom żony został ekshumowany 22 lutego 1950 roku i spoczął w Krakowie na cmentarzu Salwatorskim.
STARANIA O UWOLNIENIE KRAKOWSKICH UCZONYCH
Podstępne aresztowanie uczonych wzbudziło w Krakowie ogromne poruszenie, nie tylko w środowisku akademickim i wśród rodzin, ale także w innych kręgach, atak na polskich uczonych traktowano bowiem jak zamach na autonomię najstarszej polskiej uczelni. Rodziny aresztowanych starały się przede wszystkim nawiązać kontakt z uczonymi, z którymi ich bliscy utrzymywali wcześniej kontakty naukowe. Szczególnie pomocni mogli w tej sytuacji okazać się uczeni niemieccy oraz ci pochodzący z krajów utrzymujących stosunki dyplomatyczne z III Rzeszą, dlatego to do nich w pierwszej kolejności zwracano się o pomoc. Niektórzy uczeni niemieccy interweniowali z własnej inicjatywy. Tu także da się odnaleźć wątki wrocławskie.
Z propozycji zwolnienia jeszcze w Krakowie nie skorzystał prof. Kazimierz Stołyhwo (1880–1966), antropolog. O jego uwolnienie i pozyskanie do współpracy zabiegał dr Fritz Arlt (1912–2004) – kierownik Okręgowego Urzędu ds. Polityki Rasowej, samodzielny pełnomocnik ds. rasowych, rodowych i ludności prowincji śląskiej, od 1936 roku wykładowca Uniwersytetu we Wrocławiu. Arlt znał Stołyhwę jeszcze z czasów przedwojennych i dlatego krótko po jego aresztowaniu złożył mu wizytę w koszarach na Łobzowie, składając propozycję współpracy. Stołyhwo jednak odmówił wobec faktu, że zwolniony miał być tylko on sam. Po latach wspominał:
Podziękowałem wówczas serdecznie drowi Arltowi za jego intencję i oświadczyłem, że nie mogę przyjąć zwolnienia mnie z więzienia, gdyż moim obowiązkiem jest pozostać w więzieniu razem z kolegami.
Wbrew pozorom Arlt nie żywił za to do Stołyhwy urazy, czemu dał wyraz już po wywiezieniu go do Rzeszy, gdy podczas jego nieobecności zaopiekował się Zakładem Antropologii UJ, dzięki czemu nie został on zniszczony ani rozgrabiony jak inne zakłady naukowe UJ.
Warto w tym kontekście pamiętać o jeszcze jednym wątku wrocławskim. W czasie, gdy prof. Kazimierz Stołyhwo przebywał w obozie, Zakład Antropologii UJ odwiedził prof. Egon Freiherr von Eickstedt (1892–1965), niemiecki antropolog fizyczny, który zasłynął m.in. dokonanym w 1934 roku podziałem ludzkości na rasy. W latach 1926–1943 prof. Eickstedt był kierownikiem Instytutu Antropologii Uniwersytetu we Wrocławiu. W aresztowaniu Stołyhwy, po którym opiekę nad zakładem przejęła żona i dwaj młodsi asystenci, Eickstedt upatrywał szansę na przejęcie Zakładu. Stołyhwo o całej sprawie dowiedział się od żony i później wspominał:
[Eickstedt] zadeklarował również gotowość zaopiekowania się naszym zakładem, wysuwając platformę przyłączenia go pod względem formalnym do Uniwersytetu Wrocławskiego, z pozostawieniem go jednak na miejscu w Krakowie. Prof. von Eickstedt zapytywał nawet moją żonę, kogo chciałaby widzieć w charakterze asystenta naszego zakładu, który ze względów formalnych byłby jednak podporządkowany prof. von Eickstedtowi.
Do przejęcia krakowskiego zakładu przez wrocławskiego antropologa jednak nie doszło, gdyż zdecydowanie przeciwny temu był dr Fritz Arlt. Dzięki temu Stołyhwo, który 24 kwietnia 1940 roku opuścił obóz Sachsenhausen, mógł powrócić do swojego dawnego zakładu, by kontynuować badania. Z dr. Arltem prawdopodobnie się już nie spotkał, gdyż ten teren Generalnej Guberni opuścił na stałe w kwietniu 1940 roku.
Starania o uwolnienie aresztowanych w Krakowie uczonych podejmowane były przez różne środowiska krajowe i zagraniczne, w tym także niemieckich uczonych. Jednym z nich był prof. Karl von Frisch (1886–1982) – biolog, zoolog, pionier doświadczeń terenowych w badaniu zwierząt, który za szczegółowy opis sposobu komunikowania się pszczół w 1973 roku otrzymał Nagrodę Nobla. Von Frisch nie gościł we Wrocławiu zbyt długo, bo zaledwie od 1923 do 1925 roku, ale o pobycie na Śląskim Uniwersytecie Fryderyka Wilhelma w charakterze dyrektora Instytutu Zoologicznego wspomina jego oficjalny biogram na stronie komitetu noblowskiego, co świadczy o tym, że był to ważny okres w życiu późniejszego noblisty. To właśnie on prowadził starania, by z KL Dachau zwolniony został jego dawny współpracownik, doc. Roman Wojtusiak (1906–1987), zoolog. Do zwolnienia udało się doprowadzić 8 września 1940. Ponadto dzięki zabiegom von Frischa poprawił się los innych więźniów.
Karl von Frisch nie był jedynym niemieckim uczonym związanym z przedwojennym Wrocławiem, który wstawił się za ofiarami tzw. Sonderaktion Krakau. O uwolnienie prof. Jana Nowaka (1880–1940) – paleontologa i geologa, który był doktorem honoris causa Wyższej Szkoły Technicznej we Wrocławiu (1935), starania prowadzili m.in. pracownicy tej uczelni, na czele z jej rektorem, prof. Erwinem Ferberem, mającym opinię zagorzałego nazisty. Na prośbę córki prof. Jana Nowaka rektor wrocławskiej Technische Hochschule podjął działania zmierzające do uchylenia aresztu wobec jej ojca, mając nadzieję, że po zwolnieniu prof. Nowak stawi się na służbie dla niemieckiej nauki. Trudno stwierdzić, czy te działania miały bezpośredni wpływ na uwolnienie prof. Nowaka, faktem jest jednak, że został on zwolniony z obozu wraz z grupą 102 uczonych 8 lutego 1940 roku, jednak już 18 lutego zmarł w wyniku wycieńczenia.
WROCŁAW W HOŁDZIE KRAKOWSKIM UCZONYM
Idea uczczenia we Wrocławiu Profesorów Krakowskich – określanych tak przez analogię do sformułowania „Profesorowie Lwowscy” – zrodziła się dopiero w latach 90. XX wieku, choć o tym tragicznym wydarzeniu pamiętano we Wrocławiu także wcześniej. Pomysłodawcą uczczenia pamięci uczonych było m.in. krakowskie stowarzyszenie Ne Cedat Academia.
Pierwsza tablica pamiątkowa przy ul. Sądowej, umieszczona na murze łączącym budynek sądu z aresztem śledczym, w którym w kilku wieloosobowych celach przetrzymywanych było około stu krakowskich uczonych, została odsłonięta 15 listopada 1999 roku podczas Święta Nauki Wrocławskiej. Z okazji 60. rocznicy tzw. Sonderaktion Krakau, decyzją rektorów wrocławskich uczelni, ufundowało ją wrocławskie środowisko akademickie.
Tablicę odsłonili obecni na uroczystości ministrowie edukacji narodowej i nauki – profesorowie Mirosław Handke i Andrzej Wiszniewski. Obecni byli także m.in. prof. Romuald Gelles – rektor Uniwersytetu Wrocławskiego, prof. Wojciech Froncisz – prorektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, oraz prof. Andrzej R. Małecki – prezes stowarzyszenia Ne Cedat Academia, syn jednego z aresztowanych w 1939 roku profesorów. Poświęcenia tablicy dokonał metropolita wrocławski kard. Henryk Gulbinowicz. Przemawiając do licznie zgromadzonych na uroczystości przedstawicieli środowisk akademickich Wrocławia i Krakowa, prof. Froncisz mówił:
Sonderaktion Krakau była świadomą próbą zniszczenia polskiej elity intelektualnej. Próżno szukać w kronikach światowej nauki wydarzenia o podobnym charakterze. [...] Sonderaktion Krakau czarnymi zgłoskami zapisana została w dziejach nauki polskiej i światowej. Była początkiem wielkiej akcji eksterminacji uczonych polskich. Przypomnijmy: ofiarami hitlerowskich, a potem także stalinowskich oprawców byli profesorowie z innych uczelni polskich: z Warszawy, Poznania, Wilna i Lwowa. Tu, we Wrocławiu, stoi pomnik profesorów lwowskich zamordowanych latem 1941 na Wzgórzach Wuleckich. [...] Ziemia polska od stuleci przesiąknięta jest krwią męczenników sprawy narodowej. Nie wolno nam zapomnieć o nich. Nie wolno nam zapominać o naukach płynących z tej karty historii.
Profesor Andrzej R. Małecki, który przypomniał historię podstępnego aresztowania i blisko trzytygodniowego pobytu krakowskich uczonych we wrocławskich więzieniach, mówił:
Krakowscy profesorowie, których pamięć czcimy dzisiaj, zaznaczyli się w dziejach nauki polskiej heroicznym męstwem. Przeżycia obozowe nie złamały ich. Nieustraszeni i wierni swemu akademickiemu posłannictwu, po szczęśliwym ocaleniu z piekła obozu koncentracyjnego, powołali do życia podziemne studia uniwersyteckie.
Na zakończenie swojego wystąpienia syn więzionego w Sachsenhausen prof. Mieczysława Małeckiego zaapelował:
Niech ta tablica poświęcona krakowskim profesorom i symboliczny pomnik profesorów lwowskich będą przestrogą, że Prawda ma odwiecznych wrogów, a jednocześnie naszym pokrzepieniem, że byli i będą zawsze Ludzie gotowi oddać ducha w jej obronie.
Inskrypcja umieszczona na tablicy przy ul. Sądowej głosi:
Pamięci profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Górniczej i Akademii Handlowej. Męczenników nauki, niezłomnych w służbie narodowi. Podstępnie aresztowanych w Krakowie 6 listopada 1939. Więzionych we Wrocławiu od 10 do 27 listopada, stąd wywiezionych do obozów koncentracyjnych Sachsenhausen i Dachau. Tablicę tę w 60. rocznicę Sonderaktion Krakau ufundowała wrocławska społeczność akademicka. 6 XI 1939 – Ne Cedat Academia – 15 XI 1999.
Tablica na murze aresztu przy ul. Sądowej. Fot. Maciej Parysek / IPN Wrocław
Druga tablica upamiętniająca Profesorów Krakowskich – na murze okalającym Zakład Karny nr 1 przy ul. Kleczkowskiej (od strony ul. Reymonta) – zawisła 10 lat później, z okazji 70. rocznicy wydarzeń zapoczątkowanych 6 listopada 1939 roku. Jej odsłonięcia, w towarzystwie m.in. ponad 40 przedstawicieli młodzieży z Krakowa – uczestników I Wyprawy Akademickiej Śladami Sonderaktion Krakau, dokonali 15 listopada 2009 roku prof. Karol Musioł – rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, oraz prof. Marek Bojarski – rektor Uniwersytetu Wrocławskiego i przewodniczący Kolegium Rektorów Uczelni Wrocławia, Opola, Częstochowy i Zielonej Góry. Inicjatorem były tym razem trzy stowarzyszenia: Absolwentów Uniwersytetu Jagiellońskiego, Absolwentów Uniwersytetu Wrocławskiego oraz Ne Cedat Academia. Tablicę, ufundowaną przez wrocławskie uczelnie, poświęcił prorektor Papieskiego Wydziału Teologicznego ksiądz dr Andrzej Tomko. Dziękując za to, że wrocławskie środowisko pamięta o uczonych z Krakowa, rektor Musioł mówił:
Totalitaryzmy boją się uniwersytetów, wolności w nauce, nauczaniu, dlatego najeźdźcy, którzy chcieli zrobić narodowi polskiemu coś złego, zaczynali od prześladowania inteligencji. Wtedy zaczęli od Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale był ciąg dalszy. Kto boi się uniwersytetu, jest wrogiem.
Rektor Bojarski dodał zaś:
Złożyliśmy kwiaty przy wtórze werbli pod tablicą upamiętniającą Profesorów Kr0akowskich, naszych przyjaciół, jak określił rektor Musioł, z naszej wielkiej rodziny uniwersyteckiej. Niech będą one zawsze symbolem naszej pamięci, miłości i spokoju.
Tablica na murze więzienia przy ul. Kleczkowskiej odbiega swą formą od tej, znacznie mniejszej i skromniejszej, która znajduje się przy ul. Sądowej. Zaprojektowana i wykonana przez prof. Christosa Mandziosa z Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu, składa się z dwóch prostopadłych elementów, które na znak męczeństwa krakowskich uczonych tworzą znak krzyża. Na górnej płycie zostały wypisane imiona i nazwiska wszystkich więźniów, na płycie dolnej opisano zaś w skrócie ich los. Inskrypcja brzmi:
W 70. rocznicę Sonderaktion Krakau wrocławska społeczność akademicka czci pamięć krakowskich profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Górniczej, Akademii Handlowej podstępnie aresztowanych przez hitlerowskich nazistów w Krakowie 6 XI 1939. Więzionych w ówczesnym Breslau przy ul. Kleczkowskiej i ul. Świebodzkiej w dniach 10–27 XI 1939, skąd ich droga wiodła do obozów koncentracyjnych Sachsenhausen, Dachau i Mauthausen, przynosząc śmierć 21 profesorów. Nigdy nie zapomnimy męczeństwa polskich naukowców. 6 XI 1939 – Ne Cedat Academia – 15 XI 2009.
Tablica na murze więzienia przy ul. Kleczkowskiej (os strony ul. Władysława Reymonta). Fot. Maciej Parysek / IPN Wrocław
Pamięć o tzw. Sonderaktion Krakau jest szczególnie żywa – co zupełnie naturalne i zrozumiałe – w krakowskim środowisku akademickim, jednak Wrocław także pamięta o krakowskich uczonych. 15 listopada każdego roku, to jest w dniu Święta Nauki Wrocławskiej – obchodzonego w rocznicę wykładu wygłoszonego 15 listopada 1945 roku przez prof. Kazimierza Idaszewskiego i inaugurującego powojenną działalność Uniwersytetu i Politechniki we Wrocławiu, m.in. przedstawiciele władz wojewódzkich i miejskich, instytucji państwowych oraz środowiska akademickiego oddają hołd ofiarom tzw. Sonderaktion Krakau, składając kwiaty i zapalając znicze pod dwiema tablicami pamiątkowymi. To skromne w swojej wymowie wydarzenie, odbywające się zwykle o godzinie 9.00 lub 9.30 rano i połączone z uczczeniem przy Pomniku Martyrologii Profesorów Lwowskich pamięci polskich uczonych zamordowanych w lipcu 1941 we Lwowie, rozpoczyna Święto Nauki Wrocławskiej i całodniowe uroczystości. O krakowskich uczonych wrocławianie pamiętają także 1 i 6 listopada, kiedy na znak pamięci o wydarzeniach z 1939 roku przy murach więziennych pod obiema tablicami pojawiają się znicze i kwiaty.
KRAKÓW ’39, LWÓW ’41 I WROCŁAW PO 1945 ROKU
Szczególne miejsce w pamięci zbiorowej mieszkańców Wrocławia i wrocławskiego środowiska akademickiego zajmują tragiczne wydarzenia, jakie rozegrały się w lipcu 1941 roku we Lwowie. Życie straciło wówczas 45 osób – związanych z czterema lwowskimi szkołami wyższymi ponad 20 polskich uczonych, których zamordowano wraz z członkami rodzin i współlokatorami obecnymi w ich mieszkaniach w trakcie aresztowania. Jedną z przypadkowych ofiar był pisarz, poeta, satyryk, krytyk literacki i tłumacz literatury francuskiej Tadeusz Boy-Żeleński.
Mord dokonany na lwowskich uczonych był kolejnym epizodem tzw. Intelligenzaktion, czyli niemieckiego planu eksterminacji polskiej inteligencji oraz niszczenia polskiej nauki i kultury, zgodnie ze słowami Adolfa Hitlera:
Tylko naród, którego warstwy kierownicze zostaną zniszczone, da się zepchnąć do roli niewolników.
Tragedia lwowskich uczonych, która rozegrała się już w pierwszych dniach niemieckiej okupacji Lwowa, ściśle wiąże się m.in. z wydarzeniami zapoczątkowanymi w Krakowie 6 listopada 1939 roku. Zanim oddziały wojskowe III Rzeszy wkroczyły do Lwowa, Hans Frank – mający w pamięci wszystkie kwestie związane z aresztowaniem i uwolnieniem większości uczonych zatrzymanych w ramach tzw. Sonderaktion Krakau – mówił do swoich podwładnych:
Nie da się opisać, ileśmy mieli zawracania głowy z krakowskimi profesorami. Gdybyśmy sprawę tę załatwili na miejscu, miałaby ona całkiem inny przebieg. Proszę więc panów usilnie, by nie kierowali już panowie nikogo więcej do obozów koncentracyjnych w Rzeszy, lecz podejmowali likwidację na miejscu lub wyznaczali zgodną z przepisami karę.
Tak właśnie postąpiono we Lwowie w lipcu 1941, wyciągając, niestety, lekcję z Aktion gegen Universitäts-Professoren, czyli tzw. Sonderaktion Krakau i przeprowadzając „likwidację” lwowskich uczonych na miejscu niemal natychmiast po aresztowaniu.
Kamilla Jasińska
Oddziałowe Biuro Edukacji Narodowej IPN we Wrocławiu
współpraca:
Alicja Barbaruk
Archiwum Zakładu Karnego nr 1 we Wrocławiu
Niniejszy tekst powstał na bazie kilku innych opracowań Kamilli Jasińskiej dotyczących wrocławskich wątków tzw. Sonderaktion Karaku, m.in.:
– K. Jasińska, Wrocławskie epizody Aktion gegen Universitätprofessoren, „Pamięć i Przyszłość” nr 3/2019 (45), s. 35–45,
– K. Jasińska, A. Barbaruk, Wrocławskie epizody tak zwanej Sonderaktion Krakau, „Alma Mater” nr specjalny 212/2019, s. 36–47,