• Youtube
  • Facebook
  • Szukaj

Pamiętamy o zamordowanych we Lwowie polskich uczonych. Przypominamy pokrótce tragiczne wydarzenia sprzed 83 lat – Wrocław, 4 lipca 2024

Mord Profesorów Lwowskich, czyli dalszy ciąg Intelligenzaktion – niemieckiego planu eksterminacji polskiej inteligencji oraz niszczenia polskiej nauki i kultury, to zbrodnia, o której pamięć łączy dwa narody: polski i ukraiński. W czwartkowy poranek 4 lipca obchody 83. rocznicy odbyły się niemal równolegle we Wrocławiu i we Lwowie. Z tej okazji przypominamy pokrótce tragiczne wydarzenia sprzed 83 lat.

04.07.2024

Lipiec 1941 we Lwowie

Lwów, 4 lipca 1941 roku, godz. 4.00 nad ranem. Miasto od kilku dni zajęte jest przez wojska niemieckie. Ze Wzgórz Wuleckich rozlegają się huki, które słychać w okolicznych dzielnicach. Zabici strzałem w tył głowy do rozległego dołu wpadają kolejno profesorowie polskich uczelni we Lwowie i ich bliscy. W sumie 40 osób z 45, jakie stały się ofiarami lipcowej egzekucji.

Ofiarą brutalnej zbrodni dokonanej w lipcu 1941 roku we Lwowie padła grupa określana jako PROFESOROWIE LWOWSCY. W grupie tej było 24 uczonych oraz 21 osób aresztowanych i zamordowanych niejako „przy okazji” – członków rodzin, przyjaciół i współpracowników. Ogółem 45 osób pozbawionych życia w dniach od 4 do 26 lipca 1941 roku. Większość z nich zginęła nad ranem 4 lipca na terenie Wzgórz Wuleckich. Rozstrzelanie 40-osobowej grupy trwało ok. 20 minut, a wraz z zasypaniem wcześniej wykopanego dołu grobu – ok. 30–40 minut. Prof. Zygmunt Albert w wydanej w 1989 roku książce „Kaźń Profesorów Lwowskich. Lipiec 1941”, stanowiącej zbiór dokumentów i relacji na temat tego brutalnego mordu, pisał:

Jakże szybko można odebrać życie blisko 40 ludziom, jak łatwo uzurpować sobie prawo decydowania o życiu i śmierci innych!

Prof. Zygmunt Albert był w pewnym sensie świadkiem tych wydarzeń, uczniem wielu z zamordowanych, dlatego przez wiele lat nie ustawał w trudach zbierania materiałów dotyczących zbrodni, mających nie tylko ją udokumentować, ale i utrwalić ku przestrodze kolejnych pokoleń.

Tragedia, jaka w lipcu 1941 roku wydarzyła się we Lwowie, dotknęła ogółem ponad 50 osób, nie licząc tych, którzy przeżyli, ale do końca życia opłakiwali stratę bliskich – mężów, ojców, córki, synów… Spośród 52 osób aresztowanych pomiędzy 2 a 11 lipca siedem osób zwolniono. Celem działania Einsatzkommando zur besonderen Verwendung, czyli „oddziału operacyjnego do specjalnych poruczeń”, dowodzonego przez SS-Oberführera Eberharda Schöngartha, było pierwotnie ok. 20 profesorów, w tym kilku rektorów lwowskich uczelni. Dlaczego uczeni i rektorzy? Bowiem polecenie wydane przez fanatycznego dowódcę III Rzeszy było jasno sprecyzowane: 

Tylko naród, którego warstwy kierownicze zostaną zniszczone, da się zepchnąć do roli niewolników.

Słowa te były wstępem do tzw. Intelligentzaktion, której pierwszą odsłoną była tzw. Sonderaktion Krakau z 6 listopada 1939 roku. We Lwowie postąpiono jednak inaczej niż dwa lata wcześniej w Krakowie. Hans Frank wydał swoim podwładnym polecenie: 

Proszę więc panów usilnie, by nie kierowali już panowie nikogo więcej do obozów koncentracyjnych w Rzeszy, lecz podejmowali likwidację na miejscu lub wyznaczali zgodną z przepisami karę.

Tak właśnie postąpiono we Lwowie, większość uczonych – poza byłym premierem prof. Kazimierzem Bartlem –„likwidując” niemal natychmiast po zatrzymaniu, bez sądu, bez wyroku.

Dlaczego ofiarami tej brutalnej zbrodni stali się właśnie ci konkretni uczeni? Tego do dziś nie udało się ustalić pomimo wysiłków prowadzonych zarówno przez polskich, ukraińskich, jak i niemieckich badaczy. Wiadomo, że niemieckie oddziały nocą z 3 na 4 lipca 1941 roku podjeżdżały wyłącznie pod konkretne mieszkania konkretnych profesorów. Wśród zamordowanych znajdowali się m.in. prekursorzy nowoczesnej medycyny polskiej, twórcy lwowskiej szkoły matematycznej, wybitni inżynierowie, a także rektorzy lwowskich uczelni. Wszyscy uważani byli za autorytety w swojej dziedzinie i cieszyli się międzynarodowym uznaniem. Poza nimi z domów zabierano także wszystkich obecnych w mieszkaniu mężczyzn powyżej 18. roku życia. Niemieccy żołnierze doskonale wiedzieli, jaki los czeka aresztowanych, dlatego nie pozwolili im niczego ze sobą zabrać, nawet leków ani bielizny na zmianę.

W ponad 20-osobowej grupie rozstrzelanych 4, 11 i 26 lipca uczonych, którzy byli celem niemieckiego ataku, największą grupę stanowili lekarze związani z przedwojennym Wydziałem Lekarskim Uniwersytetu Jana Kazimierza (przekształconym w czasie wojny we Lwowski Instytut Medyczny) i w większości pracujący także we lwowskich szpitalach. Wśród nich byli: stomatolog Antoni Cieszyński, chirurg plastyczny Władysław Dobrzaniecki, lekarz internista Jan Grek, chirurg Henryk Hilarowicz, chirurg ginekolog Stanisław Mączewski, specjalista anatomii patologicznej Witold Nowicki, chirurg Tadeusz Ostrowski, lekarz pediatra Stanisław Progulski, specjalista medycyny wewnętrznej Roman Rencki, specjalista medycyny sądowej Włodzimierz Sieradzki oraz ginekolog i położnik Adam Sołowij. Gestapo planowało także zatrzymanie okulisty prof. Adama Bednarskiego. Ponieważ już wtedy nie żył, aresztowano doc. Jerzego Grzędzielskiego – jego następcę w Klinice Okulistycznej UJK. Uniwersytet Jana Kazimierza, przemianowany na Lwowski Uniwersytet Państwowy, któremu patronował już wtedy Iwan Franko, stracił jeszcze dwóch uczonych: Romana Longchamps de Bérier – prawnika, jednego z najwybitniejszych cywilistów w historii polskiego prawa, a jednocześnie ostatniego polskiego rektora UJK w 1939 roku oraz Tadeusza Boya-Żeleńskiego, romanistę, pisarza i tłumacza literatury francuskiej zatrzymanego przypadkowo w mieszkaniu państwa Greków spokrewnionych z jego żoną.

Pierwszą a zarazem ostatnią ofiarą lipcowej zbrodni stał się prof. Kazimierz Bartel, specjalista geometrii wykreślnej na Politechnice Lwowskiej, a także polityk, kilkukrotny premier, wicepremier i minister, poseł na Sejm i senator. Zatrzymany już 2 lipca i osadzony w więzieniu Gestapo zginął jako ostatni – 26 lipca w nieznanym miejscu. Ponadto Politechnika Lwowska (Lwowski Instytut Politechniczny) straciła jeszcze siedmiu innych uczonych: elektrotechnika Włodzimierza Krukowskiego, matematyka Antoniego Łomnickiego, chemika i technologa naftowego Stanisława Pilata, matematyka Włodzimierza Stożka, specjalistę mechanika Kazimierza Vetulaniego, geodetę Kaspra Weigla oraz inżyniera mechanika Romana Witkiewicza.

Dwóch uczonych związanych było z przedwojenną Akademią Handlu Zagranicznego: ekonomista Henryk Korowicz i matematyk Stanisław Ruziewicz. Obu aresztowano 11 lipca i zamordowano prawdopodobnie jeszcze tego samego dnia w nieznanym miejscu. W grupie zamordowanych 4 lipca na Wzgórzach Wuleckich uczonych znalazł się także związany z Akademią Medycyny Weterynaryjnej (wówczas Lwowskim Instytutem Medycyny Weterynaryjnej) lekarz weterynarii Edward Hamerski. Przypadkowe aresztowanie w domu prof. Tadeusza Ostrowskiego oraz śmierć biblisty ks. Władysława Komornickiego była stratą dla Metropolitalnego Seminarium Duchownego we Lwowie.

Wśród pozostałych ponad 20 osób niebędących pierwotnie celem Gestapo, ale aresztowanych niejako „przy okazji”, było ośmiu dorosłych synów profesorów – 25-letni Bronisław, 23-letni Zygmunt i 18-letni Kazimierz Longchamps de Bérier, 27-letni Jerzy Nowicki, 29-letni Andrzej Progulski, 29-letni Eustachy i 24-letni Emanuel Stożkowie, 33-letni Józef Weigel oraz 19-letni wnuk prof. Sołowija – Adam Mięsowicz. Aresztowania nie uniknęli również przyjaciele oraz współlokatorzy znajdujący się w tym czasie w profesorskich mieszkaniach. W dwóch przypadkach zginęli wszyscy domownicy, czego powodem była chęć rabunku mieszkań: prof. Tadeusz Ostrowski zginął wraz z żoną Jadwigą ze Szczuków Ostrowską, goszczącą u nich rodziną Ruffów – lekarzem Stanisławem Ruffem, jego żoną Anną oraz ich synem Adamem, a także z ks. Komornickim, natomiast państwo Grekowie – Jan i Maria z Pareńskich – wraz z Tadeuszem Boyem-Żeleńskim, któremu udzielili gościny.

Trzy przypadkiem aresztowane osoby – nauczycielka języka angielskiego Katarzyna Demko, kierowca Eugeniusz Kostecki oraz przedsiębiorca Wolish – podzieliły los zamordowanych uczonych, choć niewiele brakowało, by ocaliły życie, tak jak np. kucharki czy pokojówki aresztowane w domu profesorów Ostrowskiego i Greka.

Zacieranie śladów zbrodni

Przez ponad dwa lata ciała zamordowanych na Wzgórzach Wuleckich osób, leżące w zasypanym ziemią, nieoznakowanym i porośniętym bujną roślinnością dole, były pozbawione godnego miejsca pochówku. W październiku 1943 roku, na rozkaz zacierających ślady swoich zbrodni Niemców, Profesorowie Lwowscy i ich bliscy zostali ekshumowani przez tzw. brygadę śmierci – Sonderkommando 1005. Wywiezieni do Lasu Krzywczyckiego na drugim końcu Lwowa, złożeni na wielkim stosie razem z ponad dwoma tysiącami innych ofiar niemieckiego fanatyzmu, płonęli przez kilka dni, aż pozostał po nich tylko popiół. 

Podczas odsłaniania pomnika we Wrocławiu w 1964 roku dobrze ich znający i pamiętający z czasów przedwojennych prof. Stanisław Kulczyński, były rektor Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, a później organizator Uniwersytetu i Politechniki we Wrocławiu, mówił:

Nie pozostał po tych ludziach ani ślad, ani grób.

Powojenna walka o pamięć

Niemiecka zbrodnia z lipca 1941 roku, określana jako mord Profesorów Lwowskich lub zbrodnia na Wzgórzach Wuleckich (choć nie wszystkie ofiary zginęły w tym miejscu), urosła do rangi symbolu. Pamięć o tym, co spotkało polskich uczonych zatrudnionych na polskich uczelniach we Lwowie, zawsze była żywa i dopominała się o godne utrwalenie w przestrzeni publicznej. Jednakże pomimo dobrej woli, a także wielu starań i kilkukrotnie podejmowanych prób zarówno po ukraińskiej, jak i polskiej stronie, okoliczności polityczne w kilku powojennych dekadach temu nie sprzyjały.

Po wielu latach starań w 1964 roku we Wrocławiu stanął wreszcie okazały pomnik autorstwa prof. Borysa Michałowskiego, nie znalazły się na nim jednak nazwiska ofiar, przez co pozbawiono je tożsamości. Inskrypcja na pomniku upamiętniała ich jako jednych z wielu „uczonych polskich – ofiar hitleryzmu”. Stało się to wbrew woli pomysłodawców, ale zgodnie z decyzją ówczesnych władz Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Ostateczną formę i wymowę wrocławski Pomnik Pomordowanych Profesorów Lwowskich, zwany też Pomnikiem Martyrologii Profesorów Lwowskich, uzyskał dopiero w 1981 roku, gdy umieszczono przy nim tablice z nazwiskami ofiar, a obok złożono ziemię przywiezioną z miejsca kaźni. Zamordowani odzyskali tożsamość. Tablice z ich nazwiskami zawisły także m.in. na terenie wrocławskich uczelni i siedzibie wrocławskiego oddziału Polskiej Akademii Nauk. 

O godne upamiętnienie ofiar lipcowej zbrodni starano się również we Lwowie, począwszy od lat 50. XX wieku. Po wielu próbach udało się to najpierw w 1992 roku, gdy w Katedrze Łacińskiej zawisła pamiątkowa tablica z ich nazwiskami, a później w 1995 roku, gdy w pobliżu miejsca kaźni skromny krzyż – najpierw drewniany, a potem metalowy – zastąpiono niewielkim pomnikiem przypominającym nagrobek. Po kilku latach w niszach pomnika pojawiły się granitowe tablice z napisami w dwóch językach – polskim i ukraińskim. Wymieniono nazwiska wszystkich ofiar i przypomniano zbrodnię dokonaną na „polskich profesorach lwowskich uczelni”, jak głosi inskrypcja. Ponownie, tym razem we Lwowie, eksterminowani uczeni odzyskali tożsamość. W 2011 roku, w 70. rocznicę zbrodni, nieco poniżej pomnika z 1995 roku stanął kolejny. Większy, okazalszy, w formie monumentalnej bramy zbudowanej z granitowych bloków. Ale anonimowy. Brak na nim nie tylko nazwisk, ale i inskrypcji. Ofiary, które upamiętnia, ponownie utraciły tożsamość. Jeden granitowy blok oznaczony rzymską cyfrą V, co ma symbolizować piąte – według tradycji katolickiej – przykazanie Dekalogu: „Nie zabijaj”, jest symbolicznie wysunięty. Pomnik ten, którego nieodłączną częścią jest znajdująca się kilkadziesiąt metrów dalej tablica, informująca w trzech językach, iż jest to „Pomnik Profesorów Lwowskich zamordowanych przez nazistów w 1941 roku”, stanowi miejsce symboliczne. Razem z pomnikiem z 1995 roku jest miejscem spotkania i celem wycieczek. Miejscem, które przypomina o zbrodni, upamiętnia ofiary, przestrzega potomnych i jednoczy narody.

Obchody 83. rocznicy zbrodni z lipca 1941 roku

Tradycyjne wrocławskie obchody zorganizowała – jak co roku – Politechnika Wrocławska. O godz. 8.00 w kościele pw. Najświętszego Serca Jezusowego została odprawiona msza święta, a po niej o godz. 9.00 rozpoczęła się uroczystość przy Pomniku Martyrologii Profesorów Lwowskich, znajdującym się na skwerze prof. Kazimierza Idaszewskiego.

 

Przybliżając pokrótce dzieje zbrodni z lipca 1941 roku, rektor Politechniki Wrocławskiej, prof. Arkadiusz Wójs, mówił: 

Po pomnikiem spotykamy się każdego roku dwa razy. 15 listopada, a więc w rocznicę wydarzenia radosnego, czyli pierwszego po wojnie wykładu, który zainaugurował rok akademicki we Wrocławiu. Ten wykład wygłosił prof. Kazimierz Idaszewski, senior lwowskich profesorów odbudowujących na gruzach zniszczonego Breslau polską akademię. Senior tych lwowskich profesorów, którzy ocaleli z kaźni, jaka wydarzyła się nieco ponad cztery lata wcześniej. Dlatego właśnie każdego roku spotykamy się też pod pomnikiem 4 lipca, w rocznicę tego strasznego wydarzenia.

W swoim przemówieniu rektor podkreślił także, że napis na pomniku – „Nasz los przestrogą”, brzmi szczególnie dramatycznie w kontekście rozpoczętej 24 lutego 2022 roku wojny Rosji z Ukrainą.

Podczas uroczystości głos zabrali również wojewoda dolnośląski Maciej Awiżeń, marszałek województwa dolnośląskiego Paweł Gancarz oraz Adam Kiwacki – prezes Zarządu Głównego Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich. Na istotną rzecz zwrócił uwagę Paweł Gancarz, wskazując, że tak jak 4 lipca pamiętamy o tym, jaka tragedia dotknęła polską inteligencję, tak 11 lipca – w Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP – musimy pamiętać o tym, co w czasie II wojny światowej wydarzyło się na Kresach Wschodnich, gdzie ofiarą ludobójstwa padli zwykli obywatele. 

Po przemówieniach kompania honorowa Akademii Wojsk Lądowych we Wrocławiu oddała salwę honorową, a następnie pod pomnikiem wiązanki i znicze złożyli wszyscy zgromadzeni, w tym przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, instytucji nauki i kultury, różnych środowisk kultywujących historię i pamięć o Kresach, i oczywiście przedstawiciele wrocławskich uczelni. Oddział Instytutu Pamięci Narodowej we Wrocławiu reprezentował dyrektor dr hab. Kamil Dworaczek oraz Kamilla Jasińska z Oddziałowego Biura Edukacji Narodowej, która od wielu lat zajmuje się badaniem i popularyzowaniem losów tej zbrodni oraz upamiętnieniem jej ofiar.

 

Tekst: Kamilla Jasińska

Zdjęcia: Agata Ligęcka

do góry